Home » Wydanie 29-2024 » Z praktyki » Pod znakiem grochu: współpraca człowieka i maszyny: Vesa Tammilehto, FI

Pod znakiem grochu: współpraca człowieka i maszyny

Zbierzesz to, co zasiejesz. To powiedzenie jest wyjątkowo trafne w kontekście roślin strączkowych uprawianych przez nas na naszym gospodarstwie w Finlandii. Aby zawsze dostarczać klientom świeży, ręcznie zbierany groszek, nasiona wysiewa się niemal co drugi dzień. Ta forma zarządzania wymaga jednak dużej wrażliwości.

Firma Vesa Tammilehto położona jest w Jokela, w środku rolniczego regionu w południowej Finlandii. W 1985 roku jego rodzice rozpoczęli tam uprawę grochu, początkowo jedynie na kilku hektarach, skupiając się głównie na uprawie zbóż. Powierzchnia uprawy grochu zwiększała się z roku na rok. Przełom nastąpił około 15 lat temu. Uprawiano wówczas od 300 ha do 400 ha zbóż i 150 ha grochu.
Jednak z biegiem czasu ceny zbóż coraz bardziej spadały. Jednocześnie odkryto, że sytuacja na rynku grochu jest bardzo dobra i zdecydowanie tkwi w nim potencjał. „Wtedy też zrezygnowaliśmy z uprawy zbóż i skupiliśmy się na grochu” – mówi Vesa Tammilehto, który przejął firmę od swoich rodziców nadal aktywnie wspierających go w pracy, podobnie jak jego żona. Obecnie groch uprawiany jest przez nich na powierzchni około 400 hektarów.

Rola grochu w Finlandii

Groch ma długą tradycję uprawy w Finlandii i jest jedną z najstarszych kultur uprawianych w kraju. Latem długie i jasne noce nadają groszkowi szczególnej słodyczy, dlatego świeży groszek często spożywa się na surowo jako przekąskę. Groszek stanowi zdrowy, letni specjał, gdyż jest bogaty w białka, witaminy i minerały.
W przeciwieństwie do wielu innych krajów świeże rośliny strączkowe można kupić tu w supermarketach przez cały sezon. Vesa Tammilehto zakłada, że 98% sprzedawanego przez nich groszku spożywa się bezpośrednio jako przekąskę i nie poddaje dalszemu przetwarzaniu. Można go jednak również wykorzystać na wiele sposobów w kuchni. Szczególnie popularna i mocno osadzona w finlandzkiej tradycji w jest zupa z groszku.

Do 150 pracowników sezonowych

Zbiór odbywa się głównie od połowy czerwca do początku września. Gdy groszek dojrzeje, jest zbierany ręcznie i dostarczany klientom. Zbiera się tylko tyle, ile jest potrzebne. Aby sprostać temu zadaniu, w sezonie w gospodarstwie pracuje do 150 pracowników.
Koncentrujemy się głównie na dwóch rodzajach grochu, które są popularne wśród klientów, ale od czasu do czasu próbujemy też czegoś nowego: „W tym roku wysialiśmy siedem różnych odmian. Naszym celem jest przedłużenie sezonu przy jednoczesnym dalszym podnoszeniu jakości. Odmiany, które zbieramy poza sezonem, są zwykle nieco mniejsze, ale klienci wolą te większe. Dlatego staramy się znaleźć odpowiednie odmiany na okres pozasezonowy”.
Zbiory są bardzo zróżnicowane. Z reguły z hektara można zebrać do 3,5 t. Nie można jednak powiedzieć, że „zbieramy tylko tyle, ile sprzedajemy”. Jeżeli jakość nie odpowiada naszym wymaganiom, nie zbieramy grochu. Jeśli zbyt wiele obszarów jest dojrzałych w tym samym czasie, a my nie mamy wystarczającej liczby pracowników lub zamówień od klientów, nie zostaną one zebrane.

Warunki do urynkowiania na miejscu są idealne: „Mieszkamy 15 km od Helsinek. Nasz region ma największą gęstość zaludnienia w kraju, w związku z czym odległości dostaw są odpowiednio krótkie. Oznacza to, że możemy zaoferować dobrą i szybką obsługę. Jeśli klienci potrzebują większej ilości groszku, możemy to spontanicznie wykonać od ręki, dostarczając im świeży towar”.
Groszek sprzedawany jest bezpośrednio klientom i na rynki całej prowincji, w tym do oddalonego o około 150 km Tampere. Jest tam handlarz, który sprzedaje groszek na terenie całego kraju. Sezon sprzedażowy trwa zaledwie około trzech miesięcy, w czasie których niezawodna logistyka staje się kluczowa.
„Na ten okres wynajmujemy pojazdy. Ważne jest, aby działały one bez zarzutu, abyśmy mogli dostarczać świeże towary zgodnie z planem” – wyjaśnia Vesa. Średnia dzienna sprzedaży w jednym punkcie wynosi od 200 kg do 300 kg grochu, a w większych nawet do tony. Ceny dla konsumenta końcowego są bardzo zróżnicowane: średnio wynoszą od siedmiu do ośmiu euro za kilogram.

Avatar w ciągłym użyciu

Na początku sezonu siewnego jest zwykle dość mokro. „Staramy się zasiać tak dużo, jak to tylko możliwe i wprowadzić w glebę wszystkie odmiany. To około 100 do 150 hektarów. Niektóre odmiany okrywamy także włókniną, aby je lepiej chronić”. Kiedy pierwsza odmiana dojrzeje, potrzebujemy wielu pomocników. Strączki są znacznie mniejsze, a tym samym trudniejsze do zbioru.
„Dla nas ważne jest, abyśmy byli skuteczni. Nie mogę zatem zatrudnić 20 dodatkowych osób już w pierwszych tygodniach. Aby jak najlepiej wykorzystać zbiory, ważne jest podejmowanie właściwych decyzji” – mówi Vesa Tammilehto. Aby dostawa świeżego groszku była stała, w sezonie głównym co drugi dzień wysiewa się około 10 hektarów. Kluczowe znaczenie ma tu wybór optymalnej ilości, którą można zebrać i sprzedać.
Aby sprostać zróżnicowanym potrzebom swojego gospodarstwa, Vesa Tammilehto potrzebuje niezawodnego siewnika, który optymalnie sprawdzi się w różnych warunkach. Od tego sezonu używa siewnika HORSCH Avatar SL w połączeniu z przednim zbiornikiem Partner FT. „Widziałem tę maszynę w zeszłym roku na targach Agritechnica i od razu byłem do niej przekonany”, mówi nasz rozmówca.
I tak jedna z pierwszych maszyn HORSCHA wjechała do jego gospodarstwa. „Siewnik ma wszystkie cechy, których oczekiwałem. Bardzo przekonała mnie redlica. Posiada ona rolkę pozycjonującą, która unieruchamia nasiona w bruździe siewnej, zwłaszcza w suchych warunkach, jednocześnie powodując duży nacisk redlicy”.

Różne warunki pogodowe i glebowe w sezonie siewnym stawiają spore wyzwania dla maszyn. „W trakcie sezonu doświadczamy wszystkiego – od trudnych i mokrych warunków po fazy suche. Dla mnie niezbędny jest niezawodny siewnik, który osiąga dobre wyniki w każdych warunkach.
Avatar spełnia dokładnie te wymagania. Podoba mi się także jego kompaktowa konstrukcja oraz możliwość szybkiej przebudowy. Nie chciałem maszyny ciągnionej, bo w połączeniu z ciągnikiem byłaby za długa. Poza tym nie potrzebuję tak dużej pojemności zbiornika”.
Podwójny zbiornik z przodu umożliwia także równoczesny siew nawozów i nasion. To ważny aspekt pod względem wydajności.

Kluczową rolę podczas siewu odgrywa pogoda. „Jeśli początek sezonu jest mokry, musimy uważać, by zbytnio nie zagęścić gleby, ponieważ wpłynie to negatywnie na wzrost grochu” – wyjaśnia Vesa. W przeszłości po pierwszym siewie często zdarzały się ulewne deszcze, ale w ciągu ostatnich trzech lat dominowały warunki suche.
„Musimy elastycznie reagować na pogodę. Znalezienie właściwej równowagi wydaje się czasami hazardem. Jeśli chodzi o zboże, należy zadbać o to, aby zostało wysiane w optymalnych warunkach. W naszym przypadku tak nie jest. Musimy siać, kiedy jest to w miarę możliwe. Mamy jednak dobre narzędzia, które pozwalają nam pokonać wszystkie wyzwania, jakie stawia przed nami Matka Natura.
Pierwsze plony zbierane są pod koniec czerwca. Następnie wysiewa się międzyplony takie jak gorczyca, aby przykryć glebę aż do następnego siewu grochu. Materię zieloną mieszamy z glebą płytkim kultywatorem talerzowym, za nim wiosną gleba zostaje uprawiona broną wirnikową pod kolejny zasiew grochu.

Wyłącznie uprawa grochu

Vesa Tammilehto uprawia na swoim gospodarstwie jedynie groszek. Nie posiada jednak własnej ziemi. „Zwykle dzierżawimy ziemię na trzy lata, po czym potrzebujemy kolejnych pól” – wyjaśnia. „Wraz z rozwojem firmy i wzrostem zapotrzebowania na grunt nie było łatwo go znaleźć, ponieważ wielu rolników uprawiających zboża w regionie również stale go szuka. To podnosi ceny na rynku.
Wydzierżawiamy zawsze na trzy lata, podczas których uprawiamy wyłącznie groszek. Lepiej byłoby co roku zmieniać powierzchnię uprawną, ale wtedy co roku potrzebowalibyśmy 400 hektarów nowej ziemi. A to jest niemożliwe. Obecnie mamy ich od 100 ha do 150 ha rocznie. W ostatnich latach mieliśmy szczęście, że pola te znajdowały się w promieniu 10 km od naszego gospodarstwa”.
„Niektóre z nich są oddalone jednak o 70-90 km, co wymaga sprawnej logistyki” – mówi rolnik. Obecnie zajmuje się idealnym skoordynowaniem wykorzystania ciągników i maszyn.
„Znalezienie co roku wystarczającej ilości pola jest dużym wyzwaniem. Dziesięć lat temu musieliśmy brać wszystko, co wpadło nam w ręce. W ciągu ostatnich pięciu lat sytuacja nieco się poprawiła. Czasami mogliśmy dzierżawić od jednego rolnika 50, a nawet 70 hektarów”. Stan gleby jest zawsze sporą zagadką: „Nigdy nie wiadomo, jak wcześniej uprawiano te pola. Na tym polu zdobyliśmy już wiele doświadczeń”.

Widoki na przyszłość

Pomimo wielu wyzwań, gdy patrzymy w przyszłość, mamy przed oczami jasny cel. „Dużo myślałem o tym, co można by zrobić” – mówi Vesa Tammilehto. „Załóżmy, że miałbym o 50 kilogramów więcej z hektara. Z perspektywy całego sezonu byłoby to sporo. Musimy zatem znaleźć sposób na poprawę plonów. To jednak trudne, bo każdy sezon jest inny.
Obecnie mamy za sobą bardzo trudny rok wegetacyjny, w którym pogoda często stanowiła dla nas spore wyzwanie. Jeśli uda nam się zwiększyć plony, nie będziemy musieli dzierżawić tak wielu gruntów. Dzięki temu zaoszczędzimy pieniądze na inne inwestycje. Jednocześnie nie możemy sobie pozwolić na zmianę fundamentalnych rzeczy z wczoraj na dzisiaj, gdyż musimy dostarczać klientom zamówioną ilość. Również wzrost kosztów i utrata dotacji jest wyzwaniem.
Musimy zatem dobrze gospodarować”. To stwierdzenie po raz kolejny pokazuje, jak dużego wyczucia wymagają decyzje podejmowane przez Vesy Tammilehto, aby znaleźć odpowiednią równowagę między bezpieczeństwem a zmianami w celu optymalizacji.